Miejski zgiełk a zwierzęta

Czy dzikie zwierzęta są przyzwyczajone do miejskiego zgiełku?

 

Publiczne okazywanie dbałości o środowisko naturalne stało się bardzo prestiżowym zajęciem. Wręcz epickim. Niemniej nieco bałamutna wydaje się być „ochrona” dzikich zwierząt z otuliny Kampinosu przed hałasem fajerwerków z lotniska na Bemowie. Nie słychać tam bowiem nawet echa pojedynczego wystrzału. Zarząd dzielnicy biurokratycznym naporem sprawił, że wycofano się z pokazów sztucznych ogni podczas imprezy „Damy Ognia”. Jako główny powód podano związany z tym nadmierny hałas, który płoszy zwierzęta żyjące w oddalonym o 5 kilometrów Kampinosie. Jednak w tym samym czasie, regionalny dyrektor ochrony środowiska w Rzeszowie wydaje zgodę na wykorzystanie materiałów pirotechnicznych do „umyślnego niepokojenia lub płoszenia niedźwiedzi w celu zniechęcenia ww. gatunku do podchodzenia blisko zabudowań okolicznych miejscowości położonych w środku puszczy oraz dla ograniczenia zagrożenia dla ludzi i strat materialnych w pasiekach”. Cóż za ironia. W stolicy mamy do czynienia z odwrotną sytuacją. Na wybiegu niedźwiedzi brunatnych przy Al. Solidarności urzęduje troje nigdy niczym nie zestresowanych misiów. Są one uporczywie i umyślnie niepokojone przez tłum gapiów oraz zgiełk jednej z najruchliwszych ulic Warszawy. Przedstawmy fakty. Norma dopuszczalnego prawem hałasu wynosi 55 decybeli. Badania zrealizowane tego lata we Wrocławiu na międzynarodowej imprezie pirotechnicznej niezbicie pokazują, że gigantyczny pokaz fajerwerków zdołał wygenerować hałas na poziomie 44 decybeli. Samolot startujący lub lądujący
w pobliżu przywołanej otuliny czy tuż obok rezerwatu przyrody Las Kabacki generuje hałas na poziomie nawet 110 decybeli. Czy to oznacza, że powinniśmy zatem zakazać wszelkich lotów nad Warszawą?

Fundacja Pozytywne Emocje